niedziela, 15 lipca 2012

Tleń












Jakoś w polowie lipca miałem przyjemność poprowadzenia paru treningów capoeira dla dzieciaków, które pojechały na kolonie z zaprzyjaźnioną firmą. Treningi poszły szybko i sprawnie, dzieciaki się ubawiły.

Wyjazd jak zwykle obfitowal w kilka codziennych, małych przygód, które składają się na nasze życie. Sama podróż PKP w jedną i drugą stronę to temat na osobny wpis, a ponieważ minęło już nieco czasu - nie chcę na nowo rozdrapywać tej rany ;) Ogólnie masakra, drogo, brudno i baaardzo ciasno. Oczywiście żaden z pracowników nie poczuwa się do odpowiedzialności, spychologia stosowana - to nie nasza wina, że za mało wagonów. To nie nasza wina, że kasy sprzedają bilety na pociąg, w którym miejsca nie ma. I tak dalej, i tak dalej. Każdemu kolejarzowi powinno być wstyd za takie ruchanie społeczeństwa. Najlepiej gdyby nosili jakiegoś rodzaju opaski z oznaczeniem na ramieniu, czy coś... Tak by rozpoznawać ich można było z daleka, a dzieciaki biegałyby za takimi i rzucały w nich kamieniami.

  Sam Tleń to jedna z takich miejscowości, o których istnieniu nigdy nie słyszałem. Nic dziwnego, gdzieś pod Bydgoszczą, przytulona pomiędzy jeziorami do nie-głównej drogi. Na miejscu, gdy wysiadłem na przystanku PKS, znajdował się duży budynek, w którym jednocześnie mają albo miały siedzibę sklep, dyskoteka i chyba dom kultury. Nie zdążyłem się przyjrzeć, natomiast trochę nadrobiłem drogi szukając właściwego ośrodka - na google maps był źle oznaczony i idąc na GPS poszedłem w kompletnie przeciwnym kierunku, skutkiem czego przeszedłem całą miejscowość wzdłuż i wszerz :)

Na miejscu zastał mnie taki typowy kolonijny ośrodek, w całkiem niezłym stanie, z dużym piłkarskim boiskiem, stołówką itd. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek był na koloniach, to niemal mogę zagwarantować, że wyglądało to identycznie :) W tym wypadku jednak nie czuć było stęchlizny i wszystko fajnie poremontowane.

Byłem trochę zmęczony i padłem szybko spać - okazało się, że w tym samym czasie, gdy ja spałem, okolice Tlenia i Tucholi były masakrowane przez trąbę powietrzną i burzę. Nieźle, idealny moment do spania znalazłem :) Z opowieści miejscowych, z którymi potem rozmawiałem, wyłaniał się obraz mniej więcej taki, jaki po paru godzinach mogliście oglądać w wiadomościach - połamane drzewa, pozrzucane dachy.

Osobną przygodą była moja przechadzka po okolicy. W Tleniu jest jedna baaardzo stara chyba kawiarnia/bar/bufet, ciężko mi to nazwać. Na oko pamięta sam środek PRL, może nawet lata 60, a na wyposażeniu wciąż jest oryginalna, ta sama, Pani Bufetowa. Przeurocze miejsce, byłem już po pracy, więc zjadłem frytki i wypiłem sobie piwo oglądając własnie wiadomości o trąbie powietrznej. Czułem się tam troche jak w wehikule czasu... Wszystko takie powolne, stare, spokojne i wyczekujące.

Poczucie oderwania od rzeczywistości wzmogło się jeszcze bardziej (abstrahując już od wypitego piwa, co ostatnio jest dla mnie wystarczającą do upicia się ilością :D), gdy na dalszej drodze mojej przechadzki stanął opuszczony ośrodek wypoczynkowy. Nie jeden budynek, ale caly ich kompleks, z zarośniętym boiskiem z jednej strony, sprzętem pływającym na zapleczu. Postanowiłem go zwiedzić, mimo nadchodzącego wieczora. Słońce pochylało się już powoli nad horyzontem, ale było na szczęście jeszcze dość widno, a ja miałem ze sobą kieszonkową latarkę. A więc hyc przez płot i do środka.

O dziwo, drzwi pozostały pootwierane (lub wyważone), a w środku były oczywiście ślady wypijanych piw i drobniejszych libacji. Mimo tego, w Tleniu musi byc bardzo mało mieszkańców, a przyjezdni to raczej starsze osoby więc nie było żadnych większych  śladów dewastacji, ba, w jednym z pomieszczeń znalazłem całą szafę poukładanych, poprasowanych prześcieradeł. Gdzieniegdzie przeciekał dach, czy leżały na ziemi potłuczone kafle, garnki. Ale i tak zaskoczył mnie dobry stan obiektu, jak również spore otwarte przestrzenie - sala w świetlicy, pokój gry do bilarda (a tam napisy na ścianach :)) ) oraz sala gimnastyczna - dość nietypowa, wyglądająca jak gdyby służyła do ćwiczenia zapasów, z nietypowym przeszkleniem.

Dalej znajdował się inny budynek - z wewnętrznym placykiem, dookoła którego na parterze i pietrze znajdowały się pokoiki przypominające od środka konstrukcją przyczepy kempingowe - wszystko rozkładane i chowane w ścianach, jak w małych kajutach.

Naszła mnie pewna refleksja, która trzyma mnie pomimo iż minęły już chyba 3 lub 4 tygodnie od powrotu.

Te miejsca, opuszczone tak niedawno. Znalazłem książkę gości z wpisami z 2006 roku, możliwe, że całość została opuszczona jeszcze później. W każdym bądź razie - te miejsca jeszcze nie dawno były żywe, pełne ludzi. Wyobrażałem sobie, jak po schodach musiały wbiegać dzieciaki, w pokoju wychowawcy czy pielęgniarki zawsze ktoś musiał być, by ich pilnować. I tyle małych codziennych historii - sprzątania, obiady, kolacje, zielone noce. Może pierwsza miłość, może pierwszy zawód miłosny. Ból brzucha, gorączka. A może jakaś młoda para na swoich pierwszych wspólnych wakacjach. Te miejsca. Pełne ludzkich historii, echa zdarzeń, a teraz takie puste, zarośnięte krzakami, gdzieniegdzie nadpleśniałe. W innym miejscu pszczoły znalazły dom, a w oknie, przez które ktoś patrzył kiedyś na deszczową pogodę - dziś wybita szyba. Smutno i nostalgicznie.

Porobiłem kilka zdjęć, wróciłem do ośrodka i zapakowałem się spać. Następnego dnia miałem jeszcze pare treningów, zjadłem obiad, a potem kierownik odwiózł mnie na pociąg. I do Wrocławia. I Tleń - nieco odludne, zapomniane miejsce jakich tysiące w Polsce, pełne zawsze niezwykłych historii wielu zwykłych ludzi - opuściłem :)

8 komentarzy:

  1. Czesc. Ten osrodek niegdys tętnił zyciem. Nawet kiedys plynalem stateczkiem ze zdjecia

    OdpowiedzUsuń
  2. Wlascicielem byl gosc o nazwisku Szwarc. Niestety wpadł w nałóg alkoholowy i nie ma juz goscia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego budynku juz nie ma na powierzchni ziemi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy te opuszczone budynki nie zostały przebudowane? jaki tam był adres? proszę o pomoc, bo próbuję zlokalizować to miejsce... :)

      Usuń
  4. słuchajcie byłam tu na kolonii. Teraz do Tlenia pojechał mój syn. Co jest w tym ośrodku teraz? czy nie przypadkiem "Perła Borów"? Pomóżcie mi zlokalizować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leśny dwór znajdował się przy ul.Tucholskiej to jest idąc od dworca PKp w stronę kościoła - pierwsza w lewo zaraz za torami- w stronę stanicy PTTK i Rybitwy/też już opuszczonej/Już drugi rok teren jest oczyszczony i po leśnym dworze została furtka i ogrodzenie.Prawdopodobnie teren jest wykupiony przez Perłę
      borów, która znajdyje się równolegle przy ul.Dębowej

      Usuń
    2. przepraszam ul.sosnowa nie tucholska

      Usuń