poniedziałek, 10 października 2011

piątek, 7 października 2011

Pierwszy tydzień we Wrocławiu

Historia jakich wiele.

Tydzień temu, w środę, ofiarny Tomczon zwany Wojownikiem załadował się w pociąg i pojechał do Gorzowa. Tam, od Darka, pracownika mojego kuzyna, dostał kluczyki i papiery do Sprintera, po czym całą noc, z przerwami na kawę u wszystkich koleżanek po drodze, przyjechał w czwartek do Olsztyna. Kiedy ten spał, powoli, pomału zaczęliśmy pakować nasze ubrania, meble, sprzęty... pieluszki, zabawki, ubranka, mebelki... na pakę sprintera. Do wieczora zdążyłem nawet przywiązany do szafki na ubrania opuścić ją przez balkon z pierwszego piętra. Na sam koniec wsadziliśmy moje kettle, komputer i koło 23 ruszyliśmy w trasę - Tomczon, Doda i ja ;)

Główną atrakcję, czyli podróż, w sporej mierze przespałem. W nocy zrobiliśmy sobie 3h przerwę, załadowałem się na pakę, opróżniłem stojące tam biurko, odkopałem śpiwór i tak smacznie pospałem.

Kiedy już dojechaliśmy do Wrocławia, trzeba było pojechać po klucze do mieszkania. Pojechaliśmy za znajomym, wzięliśmy klucze, a potem na miejsce.

Mieszkanie w bloku, na ostatnim (10) piętrze. Stara winda, mili sąsiedzi. Przyszedł jeszcze Arek, żeby nam pomóc. Większość dnia spędziliśmy na noszeniu gratów z samochodu do mieszkania; 3 duuże pokoje do zapełnienia, mała kuchnia i mała łazienka.

Łazienka. KIBEL. Tydzień walki. Kretem, spiralą, w końcu przyjechał Pan Hydraulik, strzelił pompką i działało. Niestety po dwóch dniach powrót do atrakcji, pt. zapchana + cieknąca rura. Uwielbiam brodzić po kostki w gównie, ale postanowiłem oszczędzić tej wątpliwej atrakcji dziewczynom, zadzwoniliśmy po tygodniu znowu. Tym razem przyjechał Pan z Kolegą. Kolega zauważył, że jakiś Pomysłowy Dobromir nieudolnie założył uszczelkę (uwielbiam to podejście do Pracy Poprzednika, identycznie jak wśród programistów :D :D :D), która wpadła do środka i skutecznie dostarczała nam rozrywek. Podziwiam kolesi, dopłaciłbym dwa razy tyle kasy, żeby tylko wszystko działało. Nie skasowali wszak dużo i wszystko miejmy nadzieję już będzie w porządku.

Człowiek nie docenia działającego sracza ;)

We wtorek był mój pierwszy dzień w pracy. Mam na piechotę jakieś 15 minut, niestety próba podjechania autobusem sprawiła, że czas wydłużył sie jeszcze bardziej, niestety - muszę chodzić na autonogach :( Masa mi zejdzie ! :D

Nasza mała tak jakby nie zauważyła zmian. Biega po domu, wszystkim zaciekawiona, niczego się nie boi.

Gorący tydzień za nami, wszystko przed nami. Planuję spędzić tu conajmniej 5 lat, we Wrocławiu :)