środa, 31 marca 2010

Strumień wiedzy ;D

Parę dni temu capoeiraolsztyn.pl padła z powodu przekroczenia transferu - okazuje się, że 12.5GB miesięcznie to za mało. Zwłaszcza, że wrzuciłem filmy z pokazów w Akancie oraz Elektroniku. Szukałem winnego i znalazł się - wystarczało, że 36 osób obejrzało pokaz, z którego zapis ma 70MB i już 2.5 gb uciekło z transferu jak woda przez palce. Na szczęście dokupienie pakietu 20GB to tylko 25 zł, więc - jesteśmy uratowani ;) AWStats szybko wskazał winnego - polecam czasem skorzystać.

O dziwo wciąż siedzę nad zendem i projektem Sadka, o dziwo jeszcze nie stracił cierpliwości. Wersje Alpha-Alpha już dawno temu wyszła, ale z czasem odkrywam nowe rozwiązania i wprowadzam poprawki do kodu, co zajmuje kolejny czas. Nowa poprawka, to nowe błędy itp. itd. Przy okazji zaliczeń ze SQL na uczelni odkryłem widoki, unie i inner joiny, z których skorzystałem przy kolejnych poprawkach. Okazało się, że przerzuciłem 90% roboty na bazę danych, a mój skrypt dostał skrzydeł ;) Kolejna ważna wiedza - przerzuć ile się da na bazę danych.

Wczoraj mieliśmy pokaz na UWM - tragiczna frekwencja, zero przygotowania, jeden berimbau, padł pendrive i nie mieliśmy muzyki - choć gdyby nawet, to i tak nie było z czego odpalić. W ostatniej chwili Łukasz uratował nas z muzą, puścili nam przypadkowo najlepszy możliwy kawałek do pokazu ;) daliśmy czadu z solo, grą regional, ogólnie wyszło spoko. Zebrane później recenzje również nie pozostawiły wątpliwości - daliśmy radę :)

poniedziałek, 29 marca 2010

O ja cierpię dolę ;)

Niech mnie gęś kopnie, miesiąc minął i to z okładem od ostatniej notki. Cóż - to taki moment, gdzie wszyscy blogerzy - dla usprawiedliwiania się głównie przed sobą - piszą, że nie mieli czasu i nie jest obowiązkiem pisanie notek. Trochę czuję, że jednak jest, skoro czasem ktoś tu poczytać zagląda, to i w obowiązku się czuję do pisania.

A obowiązki zniechęcają, jak wiadomo ;)

Wróciłem wczoraj z warsztatów we Wrocławiu. Było conajmniej dobrze - szybki w miarę dojazd (8h w pociągu), poskakałem na pierwszej roda, która trwała bodajże do 23. Fajnie zobaczyć starą ekipę, rozprostować kości, znów dowiedzieć się, że to co przygotowywał człowiek w domu jako nowy trik, formę, czy umiejętności to zbyt mało, żeby zrobić na kimś wrażenie. Może się robię prowincjonalny i nie nadążam za poziomem grupy, a może poprostu to moje wieczne niezadowolenie z siebie :) Tak czy siak, jest kolejna porcja powodów, by starać się jeszcze bardziej :)

Sobota to już ćwiczenie na całego: zaczęliśmy od rozgrzewki, którą dane było mi poprowadzić. Może trochę z lenistwa, a może już z przyzwyczajenia równowaga treningu przechyliła się znów lekko w stronę grapplingu. Dawno temu przestałem przejmować się komentarzami, że robię judo na capoeira - uważam, że przewrót w przód czy tył to umiejętność z podstawówki, a dobrze upaść - ratująca życie. I sądzę, że tak samo dotyczy nas - capoeiristów. Pokazałem troszkę banda de costa w wykonaniu a'la osoto gari i chyba większości trening się spodobał ;) Niezadowolona mniejszość (z pewnością jakaś była ;)) na dobitkę dostała powtórkę u Perere, który nieświadomie acz bardzo ciekawie poprowadził swój trening podobną ścieżką. Jak dla mnie - super!

Znowu odzywają się plecy - cholera, targa człowiek martwe ciągi, a dostaje skórczy przy ginga. Nawet masaż nie pomógł, musiałem jakoś się przemęczyć. Może troszkę na leszcza potraktowałem warsztaty - w końcu powinienem dawać dobry przykład. Jednak wychodzę z założenia, że przez 2-3 dni ćwiczenia to żaden sport, kondycji nie zbuduję, nadmierny wysiłek jest zbędny, bo uniemożliwi mi prawidłowe przećwiczenie techniki. Kondycję to ja sobie mogę budować miesiącami w Olsztynie...

Dżizu, jak to czytam, co właśnie sam napisałem, to przypominają mi się te przemądrzałe gówniarskie mordy, które chcę obijać przy każdym podobnym niekontrolowanym wymiocie werbalnym ;)

Trzeba ćwiczyć! Siłownia - powolny bolesny powrót, ale jakoś utrzymuję chociaż te dwa treningi tygodniowo. Gorzej z blogiem treningowym - tam równiez nie mam czasu/chęci nic nowego wrzucać. A chyba warto - dla własnej satysfakcji.

No nic, kontynuujemy temat programowania. Coraz silniej się z zendem czuję, choć mam wrażenie, że to dopiero 10% drogi za mną. Ale może to tylko moje wrażenie - mam zamiar szukać pracy na stałe. Finansowo coraz gorzej, trzeba zacząć zasypywać ten dół.

Z sekcją raz gorzej, raz lepiej. Mieliśmy od lutego znaczną poprawę, ruszyłem z treningami dla studentów. Rezygnuję z zajęć w katoliku z powodu ceny sali; mam zamiar przenieść grupę na Kortowo, gdzie dostaliśmy dwa dni sali za darmo. Może to jakiś sposób... ;) Ostatnio odkrywam jedynie nieprawidłowe rozwiązania tej zagadki ;)

sobota, 20 marca 2010

Stopa mistrza


Możesz zacząć się obawiać.