niedziela, 31 stycznia 2010

Jeszcze słówko o WOŚP

Na wykop trafił fajny artykuł autorstwa Jurka Owsiaka. Oczywiście, każdy może powiedzieć, że "winny się broni", ale w takim razie co z niewinnymi? :) Polecam lekturę, zwłaszcza dla Ciacha, który uważa Owsiaka za złodzieja:

http://www.wosp.org.pl/jurek//comment/1264668100

wtorek, 26 stycznia 2010

Jestem hardcode'm ;)

Pobiłem rekord wszechczasów (a przynajmniej paru ostatnich tygodni), męczyłem zenda do 6:30 rano. W trakcie dostosowania i przenosin aplikacji jestem, praca na lokalnym komputerze i zdalnej bazie danych wyglądało na początku na karkołomne zadanie, ale tunel tworzony w putty okazał się prostszy niż sądziłem. Tak więc baza danych chodzi, wychodzą czasem jakieś drobne niedoróbki, ale nic, czego byśmy nie pokonali.

Przespałem się dwie godziny, kolejne dwa testy z Cisco napisałem (zaliczanie w domu, najlepiej z otwartym obok notesem z zajęć to świetna nauka ;)). Tak więc już 4 za mną, przede mną jeszcze jakieś dwa razy tyle.

Lecę do urzędu pracy i po frejkę dla małej, już 2 tydzień nie umiem zebrać dupy, oby nie zapłaciła za to bioderkami ;)

piątek, 22 stycznia 2010

Już dawno chciałem to napisać...

... ale ktoś już to zrobił lepiej. A mądrego miło poczytać:

Link do oryginalu

O psychologach
Zły to ptak, co własne gniazdo kala – mówi znane przysłowie. Ale widocznie pisany jest mi los renegata. Zamierzam bowiem napisać parę słów o psychologach i psychoterapuetach.

Jeśli 3/4 ludzi jest w jakimś stopniu zaburzonych, to na studiach psychologicznych jest to co najmniej 90%. Taka sytuacja ma swoje podstawy. Na psychologię idą ludzie, którzy interesują się problemami psychicznymi. A najczęściej zainteresowanie to ma źródło w samym sobie. W sumie to naturalne.

Pytanie jednak jakie niesie to ze sobą konsekwencje. Czasami całkiem dobre – trudno wnikać w innych ludzi, jeśli kompletnie nie ma się pojęcia, co oni czują. Mając jakieś swoje podobne doświadczenie – ale już przepracowane – można dużo pełniej zrozumieć pacjenta. Ale tylko pod warunkiem, że dany psycholog przedtem przeszedł terapię własną. A niestety wcale nie jest to częste. Wiele psycholożek (bo to jednak głównie kobiecy zawód) kończy swój zawodowy rozwój wraz z uzyskanie tytułu magistra. Wiele z tych osób kończy uczelnię z bardzo dobrymi ocenami, a o naturze ludzkich problemów nie ma zielonego pojęcia. Co innego nauczyć się i zdać, a co innego rozumieć. Mam znajomych, którzy potrafili pozaliczać wszystko na bardzo dobre oceny, a nie potrafili nawet części tej wiedzy odnieść do innych, a już wcale do siebie. To jak uczenie się sztuki – przy odrobinie wytrwałości i „kujoństwa” można perfekcyjnie opanować teorię, a nic nie umieć narysować. Problem tkwi właśnie w tym, że taka dobra uczennica – psycholożka - trafia potem do poradni już jako praktyk. I co dalej? Nic dobrego, bo nawet jeśli to najzwyklejsza poradnia powiatowa, to ludzie do niej przychodzący idą jak do prawdziwego autorytetu. A potem mamy sytuację, że uczył Marcin Marcina. Jedna z bliskich mi osób szukała pomocy u takiej pani psycholog. Miała szczęście, ponieważ ta jej psycholożka okazała się uczciwa – powiedziała, że nie może jej pomóc, bo sama ma taki sam problem. Przynajmniej tyle...

Skąd się bierze w ludziach chęć zostania psychologiem? Ano najczęściej z wewnętrznej potrzeby pomagania innym ludziom. Jeden z bardziej uznanych wykładowców-praktyków zwykł mawiać, że większość studentek psychologii minęła się z powołaniem, ponieważ powinny pójść na pielęgniarstwo. Wypełniłyby swoją misję pomagania innym z lepszych efektem dla ludzkości, bo niestety pojąć istoty psychologii nie są w stanie.

Trochę to brutalne, ale czasem najgorsza prawda jest lepsza od najlepszego kłamstwa. Gdybym miał być szczery sam ze sobą, to pomimo osobistej sympatii do poszczególnych ludzi, nie poleciłbym jako psychologów 90% z moich znajomych, z którymi kończyłem studia. Ta drobna część, która kształci się na terapeutów w dobrej szkole terpautycznej z przymusem terapii własnej, zostanie odpowiedzialnymi fachowcami. Ale większość tego nie zrobi i nigdy nie zrozumie prawdziwych znaczeń tych pojęć, których kiedyś uczyło się z książek. Wielu absolwentów zostaje terapeutami bez przerobienia swoich własnych problemów. Po prostu udają się do instytucji oferujących państwową psychoterapię i odbywają tam staże. Z czasem sami zaczynają prowadzić psychoterapie, ale gdy wejść z nimi w bliższy kontakt, okazuje się, że mają swoje własne nierozwiązane problemy, często niewiele mniejsze niż te, które zgłaszają ich pacjenci.

Kiedy zakładałem tego bloga pytałem się ludzi na forum „psychologia”, czy widzieliby na niego miejsce i o czym mógłbym pisać. Padła odpowiedź, żebym pisał o tym, jakie podejście powinien wykazywać pacjent w stosunku do terapeuty. Gdzieś za tym kryła się myśl, że terapeuta zawsze ma rację i sukces terapii leży w wykonywaniu jego poleceń. Tylko, że ja tak wcale nie uważam. W swoim życiu spotkałem się już z wieloma terapeutami – z dwoma jako pacjent, z kolejnymi kilkunastoma jako student i z kilkoro kolejnymi (wchodzącymi właśnie do pracy zawodowej) jako znajomy ze studiów. Znam też prywatnie kilku pacjentów – to przeważnie ci psychologowie, którzy zaczęli swoją podróż od siebie, zanim odważyli się pomagać innym. I ci ostatni też zwykle odwiedzili kilku terapeutów, zanim znaleźli kogoś odpowiedniego. Na podstawie tych doświadczeń i wiedzy mam dość przygnębiające wnioski – sensownych i naprawdę godnych polecenia terapeutów jest jednak mniejszość, góra 1/4. Reszta niestety albo nawet nie próbowała przerobić swoich problemów (lub co gorsza nawet nie jest ich świadoma), albo im się to nie udało z uwagi na to, że skończyli kiepską terapię własną. Nie chcę tu poddawać jakiejś subiektywnej ocenie postawy innych ludzi, ale nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że dobrym terapeutą może być np. ciapowaty, depresyjny facet bez cienia męskości. Jak miałby wtedy pomóc komuś, kto miał w przeszłości problemy z własnym ojcem? Tak samo w drugą stronę – nie wyobrażam sobie, że zarozumiały, niszczycielski narcyz może być empatycznym terapeutą. A o neurotycznych, pogubionych psycholożkach już wspominałem.

Czasami spotykam się gdzieś z opinią, że psychoterapia nie działa. Niestety to często słuszna opinia, bo w części przypadków po prostu nie ma prawa sensownie zadziałać. Prowadzą ją ludzie, którzy sami są pogubieni, z zaburzeniami i którym brak kompetencji. Niestety wszyscy - ci prawdziwi fachowcy i ci, do których nalepiej pasuje miano "konowała" - występują pod wspólnym mianem terapeutów. Może to i przygnębiające, ale jedyne co na pewno warto, to nie poddawać się, szukać do skutku i zdać się na intuicję – to ona podpowie nam, komu warto zaufać.

środa, 20 stycznia 2010

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Pare fot z Bristolu

Fajne batizado, spoko treningi, ekstra roda, znakomite towarzystwo i ciekawe pomysly.

piątek, 15 stycznia 2010

No to Wrocław


Chrobry, ten król.

Przygody w Pkp


Czesc kolejna. Co jakiś czas (ostatnio rzadziej) zdarza mi się jeździć Pkp. Tani bilet ucieszył. Potem już było dużo gorzej. Nie wyobrażałem sobie 7h w pociągu bez przedziałów (jak SKMka). Jak włączyli ogrzewanie, to na maks. Jak wsiedli ludzie, to wypełnili sobą każda przestrzeń wylewając się na korytarze. Na szczęście w przeciwieństwie do reszty studentów-artystów z wielkimi tekami na rysunki, mega popularnymi lodówkami na kółkach czy laptopami (cóż za wysyp informatyków!) - ja mam tylko mały plecak. No i kiedy już czuje sie jak sardynka w puszce wrzuconej do sauny wsiada to. 20 kilka lat opowiadania, że nie wygląd jest ważny a wnętrze i wogóle nie jest gruby tylko grubokościsty. Do tego jamajska czapeczka z prostym jak wzwód daszkiem i słuchawki większe od tych Unitr co tata chowa na lepsze czasy. No i hiphop.pl, na wszelki wypadek (gdyby ktoś jeszcze pogubiłby się w zaszufladkowaniu delikwenta) podkręcony tak głośno, że słyszałem tekst przez muzykę z własnych słuchawek. Oczywiście zbytek i lans zbędny, gdyż użytkownik śpi. Przepraszam, chrapie i parska zawstydzając własną kobietę. Błagam o GREENPACE. Zepchnijcie sapiącego walenia do morza, bo zajął mi miejsce na nogi!

czwartek, 14 stycznia 2010

Tato!!!


Nie rob Niny w ch...a, bo Cię obserwuja :D

niedziela, 10 stycznia 2010

Witamy w Nowym Roku

Najsampierw chciałbym przeprosić za brak odzewu - dużo się działo.

Za nami trzeci Tydzień z Capoeira. Impreza trwała 7 dni, pierwszy raz tak długo. Od strony organizacyjnej - chyba jeszcze niczego tak dokładnie nie przygotowywałem. Pojawiły się odpowiednio wcześniej na mieście i w zaprzyjaźnionych punktach, szkołach - plakaty informacyjne, które zasponsorował nam Bar Rodzynek (serdecznie dziękuję w imieniu swoim, klubu i dzieciaków Michał! :)). Pojawiły się informacje w różnych mediach (radio Planeta FM, telewizja TVP Olsztyn, gazety: Nasz Olsztyniak, Gazeta Olsztyńska, portale internetowe: wm.pl, olsztyn.com.pl, bushido24.pl). W patronat zaangażowaliśmy Prezydenta Miasta Olsztyn, Ośrodek Sportu i Rekreacji w Olsztynie, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, powyższe media. Od producenta wody Eden otrzymaliśmy wodę mineralną, wspomógł nas również BodyPerfect promocyjnymi karnetami, w klubie Sowa zorganizowana została festa oraz pokaz naszej grupy, zajęcia odbywały się w dwóch szkołach (Liceum Akademickie i Zespół Szkół Energetyczno-Mechanicznych). Powstała nawet miesiąc wcześniej strona internetowa www.tydzien-z-capoeira.pl. Jeżeli chcecie obejrzeć fragment wiadomości lub posłuchać audycji radiowej - zapraszam na stronę KS Capoeira w Olsztynie.

Kiedy patrzę na to wszystko - przygotowani byliśmy całkiem nieźle. Treningi zaplanowane, z małym wyjątkiem - wszystkie udane (pękła skóra w atabaque i nie odbyło się maculele). Zawiedli natomiast chętni. Ta sama impreza dwa lata temu przyciągnęła ponad 120 osób. Tym razem - nie wiedzieć czemu - nie przekroczyliśmy ani razu liczby 30 osób na sali, z czego 2/3 to normalnie trenujący nasi alunos. Ciężko się przyznać do porażki, ale w tym wypadku nie mam wyboru - sądziłem, że będzie duużo lepiej. Pytania - co poprawić? Gdzie się bardziej starać? Gdzie popełniłem błąd? Czemu nie wyszło? Niestety, prawdopodobnie pozostaną bez odpowiedzi. Mi zostaje jedynie nie oglądać się do tyłu i przeć dalej, do przodu.

Za tydzień warsztaty w Bristolu.

Za tydzień egzamin z Cisco.

Za dwa tygodnie egzamin z prawa jazdy.

Niedługo sesja.

Trzeba po prostu przeć dalej do przodu.

PS. Na koniec chciałem wkleić, ale podam jedynie linka - Jak można opluć najlepiej rozliczającą się organizację w Polsce i najmniej interesownego Polaka? Radio Maryja pluje na Jurka Owsiaka.

czwartek, 7 stycznia 2010

Nina trzyma kciuki


Niestety, dziś nie pomogło, ale za miesiąc nie może się nie udać :D

Capoeira

Trzeci dzień za nami. Dziś tylko 20 osób. Po rozgrzewce, cały trening poświęciliśmy na meia lua de compasso, a na koniec roda.