sobota, 28 listopada 2009

Postgres

Jeśli kiedykolwiek Postgres odmówił Wam posłuszeństwa pod Waszym Windows XP (i przypadkiem zmarnowaliście na niego całą sobotę) o to co zrobić:

- zajrzyjmy do usług systemu: Panel Sterowania/Narzędzia Administracyjne/Usługi - prawdopodobnie PostgreSQL Server nie jest uruchomiony i uruchomić się nie będzie chciał (jak u mnie)

- wejdź przez Panel Sterowania do Narzędzia Administracyjne/Podgląd zdarzeń (polecam ogólnie korzystać z tego narzędzia). Klikamy na Aplikacja i prawdopodobnie mamy parę informacji, których źródło w liście to PostgreSQL.

- po kliknięciu tej z czerwonym kółkiem i białym krzyżykiem wyskakuje okno z informacją:

could not create lock file "postmaster.pid": Permission denied

Co się okazuje? Usługa postres nie może zapisać w swoim katalogu pliku z hasłami jeśli dobrze kojarzę - brak uprawnień.

Tak więc:

- w oknie eksplorera klikamy Narzędzia/Opcje folderów, przechodzimy do karty Widok, następnie wyłączamy opcję Użyj prostego udostępniania plików (pomimo, iż jest zalecane ;).

- przechodzimy do katalogu z Postgres'em - u mnie było c:/Program Files/Postgres

- kliknąłem prawym katalog, Właściwości, karta Zabezpieczenia, a następnie dla użytkownika swojego (i reszty pozostałych na wszelki wypadek) zaznaczyłem ptaszek "Pełna kontrola".

- Zastosuj, Dla wszystkich katalogów i plików

- Przechodzimy z powrotem do apletu "Usługi", odnajdujemy PostgreSQL server i uruchamiamy.

I to działa.

Przysłowie na dziś:
Najcenniejsza wiedza jest ta zdobyta samodzielnie.
Ale też:
Najlepszym nauczycielem jest ból, tylko nikt nie chce zostać jego uczniem.

A marnotrawienie czasu na takie pierdy boli jak cholera.

niedziela, 22 listopada 2009

Mała nasza


Już po warsztatach. Jak zwykle zajebiście. Czas się wyspać i rano do Olsztyna.

piątek, 20 listopada 2009

Na dobry początek warsztatów...


Zajechaliśmy na akademia w Sosnowcu przed czasem. Koło 18 było już bardzo dużo ludzi, przyjechał Mestre Nem z Perere i Montanha. Akademia pęka w szwach, mi pękają płuca (kondycja leży i kwiczy). Ostatnia gra z Sorriso i pach, dostałem w łuk brwiowy niewidzialne gancho. Teraz czekają mnie 2 godzinki w szpitalu, szycie i powrót na akademia. Cholerne wyjazdy - zawsze muszę sobie coś zrobić :D

czwartek, 19 listopada 2009

Jedna wielka notka przed weekendem

Nie ma sensu chyba już notki dzielić na kilka. Jedziemy z koksem, bo dużo mam do roboty jeszcze.

Minął tydzień. Leży na blacie lista rzeczy, które chcę zrobić jeszcze, zanim pójdę do normalnej pracy. Lista - prawie maczkiem, na jedną stronę a4. Co już zrobiłem?

Odebrałem papiery z prawka. Został już tylko egzamin, ale przed nim pojeżdżę sobie jeszcze trochę.

Oficjalnie zarejestrowałem się jako bezrobotny. Ważny to news, bo w planach mam zapisanie się na jakiś kurs, który mogą mi zrefundować.

Apropos kursów: znalazłem kilka anglojęzycznych książek nt. Zend'a, między innymi przykładowe testy do Zend Certificated Engineer. Najbliższy punkt egzaminacyjny w Gdyni. Najtańszy egzamin - 500 zł z tego co pamiętam :/ Skoro już o kursach mowa, to w końcu ogarnąłem się i zebrałem wszystkie oceny i złożyłem indeks - 2 miesiące i 7 dni po oficjalnym terminie. Miejmy nadzieję, że nie brakuje już nic i niedługo będę studentem 2 roku. Przy okazji zarejestrowałem się na MSDNA i walę w konkurencję - Microsoftowe papiery też można zrobić, baa, za prawie-free w wersji online. Także czeka mnie teraz wkuwanie asp.net i przy okazji obczajka Visual Studio 2008, a potem - jak Bóg da - jakiś certyfikat.

O, właśnie Nina płacze - chyba głodna.

Wracając do tematu certyfikatów MS. Wczorajszy wieczór spędziłem (zamiast na bjj, powoli zaczynam mieć wyrzuty sumienia :/) na wykładzie wprowadzającym do tematu asp.net prowadzonym na UWM (mam zamiar przychodzić na spotkania eastgroup, czyli olsztyńskich dotnetowców ot, choćby być nieco zorientowanym w temacie). Co mnie szczerze zirytowało a z drugiej strony oświeciło - prowadzący w ciągu niecałej godziny wyklikał gotowe do użytku (czy napewno? ciężko mi stwierdzić) funkcjonalności, które ja - w php - mimo, że dopiero się uczę to i tak zajmują mi czasem parę dni. Łatwo, szybko i przyjemnie - każdy głupek może robić strony, chciałoby się rzec.

A mówiłem, że zapisałem się na Cisco? Chociaż fakt, że trzeba je co 3 lata odnawiać powoduje, że chyba zweryfikuję te decyzję...

Po eastgroup odbywał się olcamp, czyli spotkanie olsztyńskich informatyków. Tematem przewodnim była dyskusja php vs reszta świata, a tak naprawdę to na miejscu zjawił się .net i ruby on rails. Fajnie się rozmawiało (bardzo mi odpowiadają klimaty barcampowe), kilka burzliwych dyskusji było, jednak koniec końców doszliśmy do przewidywalnej (może i przez to trochę nijakiej) pointy, a nawet dwóch:

- nie ma "lepszy" czy "gorszy" - trzeba wybrać język najlepszy do danego zadania
- php jaki by zły nie był, ma największą społeczność i jest najpopularniejszy (z konfrontowanych języków; no, nie licząc Javy, której dzielnie i słusznie bronił ten młody Pan co wygląda jak z Kabaretu Łowcy.B ;).

Klimat Olcampu v12 - super. Nawet płytkę dvd z zestawem narzędzi do tworzenia stron dostałem, jak każdy kto wytrwał do końca. Na trzynastce też będę (jak dają darmowe piwo... :)

Za sobą mam wstępną wersję beta http://www.rodzynek.com.pl - nie ma czym się chwalić z punktu "oglądacza" stron, graficznie jestem upośledzony, jednak choć notowania niskie były i są, to jednak sam zauważam tendencję wzrostową. Może nie tak, że moje projekty są mniej badziewne niż poprzednie, ale stworzenie badziewnego projektu graficznego idzie mi już sprawniej ;) Następny krok to będzie zaprojektowanie w mozołach czegoś ładnego. Natenczas jednak strona - będąca "prezentem" - mojemu koledze się spodobała, więc cieszę się, popracuję nad nią jeszcze i radować mnie będzie kolejne "dziecko". A i do portfolio się przyda. Grunt że przećwiczyłem kilka pomysłów php+ajax.

Skoro przy stronach jesteśmy, to już i tak jestem grubo do tyłu. Brak zatrudnienia nie oznacza - bynajmniej - braku zajęć, ale od przyszłego tygodnia wracam do Zenda i projektu chłopaków z Wrocławia. Może jest jeszcze jakiś cień szansy.

I jeszcze młodego udało mi się - z jego kolegą - wyciągnąć na siłownię. W końcu przestanie wyglądać jak bocian, no i ja się mogę za siebie wziąć. Czeka mnie druga część artykułu "Capoeira a siłownia", mam zamiar porobić nieco filmów, więc trzeba reprezentatywnie wyglądać. No i kondycję odzyskać. Kradzież roweru chyba najbardziej zabolała moją kondycję.

Na capoeira powoli, powoli się kręci. Jak mucha w smole, nikt nie przychodzi, co rusz pojedyńcze osoby odpadają a mi kreska na koncie bankowym już spadła poniżej zera i bije rekord świata we freedivingu. W przyszłym tygodniu robimy lekcję portugalsko - muzyczną, a na styczeń planuję tydzień z capoeira oraz kurs dla poczatkujących. Plakaty też nowe nadchodzą (spostrzegawczy widzieli na naszej klasie ;)).

Kończę jednak na dzień dzisiejszy z blogiem, bo muszę się poprać, spakować, na chwilę położyć i jedziemy o 6 rano do Sosnowca - na długo wyczekiwane warsztaty z Mestre Nem. Blady strach, lodowate stopy i zimny pot na karku - to moje odczucia przed pierwszym od dłuuuugiego czasu wejściem do roda na oczach moich Przyjaciół. Także śledźcie wydarzenia (będę wysyłał zdjęcia na bieżąco) i do zobaczenia.

Nina znowu płacze ;)

Kolejny piękny dzień.


Uruchomiłem dodawanie fotek przez koma. Już prawie jak śledzik.

poniedziałek, 16 listopada 2009

sobota, 14 listopada 2009

Suicide Girls

Dla fanów tematu i takich dziewczyn:



Świńska grypa

Nie wyszło z ptasią, to przyszła świńska. Dawno już się zbierałem z podsumowaniem obecnej nagonki (a że czekają nas szczepienia Ninki - kolejne wątpliwości mnie dopadły). Ale jak się czyta mądrego, to aż miło posłuchać i po co wymyślać samemu; komentarz z Onetu:

Ty Chlopie nie wiesz co mowisz.jak nienawidze tego rzadu,tak w tej decyzji go popieram.Wlasni pracuje na oddziele(teraz) gdzie mam cztery pacjedki chore na ten wymyslony rodzaj grypy.Bardzo Was prosze nie szczepcie sie jak Was na sile nie zmusza,a jest prawdopodobienstwo ze tak niebawem bedzie.Skutkim tych szczepien wyjda juz niebawem.Kup sobie chlpie witamine D3,a na wieczor 100ml dobrej wodeczki.Obiecuje Ci,ze jeszcz kiedys wspomnisz moje slowa.Pisze to z tego kontynentu gdzie tego stwora WYKREOWANO.NO i jeszcze Maly dodatek!
Subject: KILKA FAKTÓW DOTYCZĄCYCH GRYPY I SZCZEPIONEK

http://www.youtube.com/watch?v=6qauuiKyNbs

http://www.youtube.com/watch?v=PnrNmJoSEv4

Zanim ulegniesz propagandzie i sie zaszczepisz zwróć uwagę na fakty:

GRYPA:

1. Rocznie na zwykłą grypę umiera od 500 do 700 tyś ludzi ( z powikłaniami liczba ta dochodzi do 1 mln ) , podczas gdy na świńską grypę zmarło od początku roku około 6 tys osób, czyli ok. 140 razy mniej.

2. Mimo ze śmiertelność nie przekracza 0,5%, przebieg grypy jest stosunkowo łagodny a liczba ofiar jest 140 razy mniejsza niż na zwykła grypę ogłoszono pandemie i jest to główny temat w mediach od 7 miesięcy.

3. WHO ogłosiło 6-ty ( najwyższy ) stopień pandemi świńskiej grypy po stwierdzeniu 18 przypadków śmiertelnych.
Mimo tego, że co roku na zwykłą grypę umiera 1 milion ludzi, nigdy z tego powodu nie ogłoszono pandemi ani masowych szczepień. Ponad to tuż przed ogłoszeniem pandemi WHO obniżyło kryteria, które muszą być spełnione do jej wprowadzenia.

4. Większość ofiar grypy jest w krajach o niskim poziomie opieki medycznej lub tam gdzie dostęp do niej jest ograniczony np: USA gdzie 1/6 obywateli nie ma prawa do ubezpieczenia. 70% przypadków śmiertelnych to Ameryka Płn i Płd , a kolejne 20% to Azja - Europa to niecałe 5%. Oznacza to, ze w krajach gdzie opieka medyczna jest na dobrym poziomie grypa ma stosunkowo łagodny przebieg i nie stanowi większego zagrożenia, a u większości chorych nie jest nawet potrzebna hospitalizacja.

5. Na Ukrainie rocznie umiera na zwykła grypę i jej powikłania 6,5 tys ludzi, co daje około 20 osób dziennie, ale należy pamiętać ze 20 to średnia roczna, a teraz mamy sezon na grypę kiedy to średnia jest znacznie większa niż w pozostałym okresie. Tymczasem od tygodnia mamy potwierdzonych 14 przypadków śmierci z powodu świńskiej grypy co daje około 2 osoby dziennie.

6. Śmiertelność na Ukrainie wynosi w najgorszym razie 0,03%, ale jest to tylko czysta teoria bo na dobrą sprawę nie wiadomo ilu naprawdę jest zarażonych nową grypą. Mimo to trwa panika, a media podsycają atmosferę

7. WHO podaje ze 70% wszystkich zachorowań na grypę ( UWAGA! - NA ŚWIECIE! ) to grypa AH1N1. Oznacza to ze na Ukrainie po tygodniu epidemii powinno być juz 630 tys chorych na AH1N1 ( 900 tys zachorowań ). Tymczasem chorobę stwierdzono u kilkudziesięciu osob...

8. W Polsce rocznie na grypę choruje średnio ( w ciągu ostatnich 10 lat ) około 350 tyś osób co daje około tysiąca zachorowań dziennie. Jak dotąd od lipca stwierdzono 200 przypadków AH1N1, co daje nam zachorowalność na grypę AH1N1 w stosunku do zachorowań na zwykłą grypę w tym czasie na poziomie 0,16%. Według WHO powinno to być 70%. Trochę to odbiega od stanu faktycznego.

SZCZEPIONKI:

9. Istnieją potwierdzone informacje o niebezpiecznym składzie szczepionek ( miedzy innymi rtęć i skwalen ), oraz ich szkodliwym działaniu na ludzi a w szczególności dzieci.

10. Mimo ze przygotowanie szczepionki zajmuje kilka miesięcy, szczepionka na świńską grypę pojawiła sie już po 2 miesiącach od pojawienia sie pierwszych przypadków świńskiej grypy i praktycznie od razu po ogłoszenia pandemi. Nie ma tu również mowy o jej odpowiednich testach, które również trwają przynajmniej kilka miesięcy.

11. W Szwecji na grypę AH1N1 zmarło ja dotąd 3 osoby. Natomiast po masowych szczepieniach prawdopodobnie 4, a kolejne 20 jest w ciężkim stanie. Następne 700 ma poważne komplikacje. Mimo to WHO utrzymuje że nie stwierdzono przypadku śmiertelnego po podaniu szczepionki, a te są bezpieczne.

12. W ciągu 2-4 miesięcy, mimo jakichkolwiek podstaw do paniki wiele krajów zapowiedziało masowe szczepienia oraz zamówiło miliony nie sprawdzonych szczepionek.

13. Firmy farmaceutyczne produkujące szczepionki są oficjalnie zwalniane z odpowiedzialności za ich ewentualne niewłaściwe działanie w tym wysoką śmiertelność spowodowaną ich użyciem.

14. Firmy farmaceutyczne wymuszają na rządach krajów z którymi podpisują umowy utajnianie przed opinią publiczną, skutków ubocznych szczepionek oraz ich składu, co samo w sobie jest skandalem.

15. W wielu krajach, w tym Niemczech i Francji wybuchły skandale po tym jak sie okazało ze władze oraz wojsko miały otrzymać szczepionki o innym składzie niż zwykli obywatele. Szczepionki dla elit i służb porządkowych nie zawierały miedzy innymi rtęci i skwalenu oraz innych substancji które budzą największe obawy.

16. W większości krajów, lekarze i środowiska medyczne odmawiają szczepienia się przeciwko grypie AH1N1. W Polsce tylko 5 % lekarzy deklaruje, że sie zaszczepi, a ponad połowa kategorycznie stwierdza ze tego nie zrobi. Mimo to trwa wielka kampania nakłaniająca społeczeństwa poszczególnych krajów do szczepień. Uczestniczą w niej między innymi ONZ, WHO oraz Komisja Europejska, a także rządy poszczególnych krajów.

17. Wielu członków Rady Doradczej przy WHO ma powiązania z firmami farmaceutycznymi, natomiast Europejska Agencja Medyczna, która podjęła decyzje o zatwierdzeniu szczepionek przeciwko AH1N1 w Europie jest w 2/3 finansowana przez te firmy.

Co więcej, jedna z głównych instytucji lobbystycznych ( Europejska Grupa Badawcza ), będąca również doradcą WHO, na 3 miesiące przed pojawieniem się grypy w meksyku, zorganizowała sympozjum pod hasłem walki z pandemią. W śród sponsorów tej grupy są wszyscy trzej producenci szczepionek przeciwko grypie AH1N1.

18. Firma Baxter - jeden z głównych producentów szczepionek złożyła wniosek o opatentowanie szczepionki przeciwko AH1N1 w sierpniu 2008 czyli na pól roku przed epidemią tej grypy w marcu tego roku w Meksyku.

19. W lutym firma Baxter wysłała do Czech szczepionki na grypę sezonową. Ponieważ wydarzył się wypadek, zostały one poddane badaniom w czeskich laboratoriach. Wszystkie zwierzęta laboratoryjne którym je podano zdechły. Jak się okazało szczepionka zawierała wirus AH5N1 ( znacznie bardziej niebezpieczny od AH1N1 - śmiertelność na poziomie 60% ). Gdyby nie wypadek wirus został by zaaplikowany w Czechach jako zwykła szczepionka.

20. Wszystkich tych informacji nie usłyszysz w polskich mediach. Czy to normalne?

Jeśli uważasz ze nie to odpowiedz sobie na pytania:
1. czy jest możliwe ze w innych sprawach ( np polityka ) stosowane są podobne mechanizmy ze strony mediów i że jesteś poddawany manipulacji?
2. Ze twoje poglądy mogą być efektem manipulacji i nie oddają prawdziwej sytuacji?
3. Czy warto wierzyć mediom które w ten sposób działają?

Pozdrawiam

wtorek, 10 listopada 2009

Matryca

Należę do tych, którzy dzielą życie na dwoje - do i od chwili, gdy obejrzałem film Matrix. Polecam rosyjską wersję alternatywną ;)

niedziela, 8 listopada 2009

sobota, 7 listopada 2009

Apropos trenowania...

Telling people to exercise

Mamed na Sengoku



Znowu wygrał. I zasłużenie, bardzo sympatyczny, skromny facet.

piątek, 6 listopada 2009

googlowisko

A jeszcze przy okazji, przypomniało mi się, bo mi google drive przestał działać. A co to google drive? Taki fajny programik, który loguje się do Twojego GMaila i poprzez parę sztuczek zamienia go w wirtualny twardy dysk - mamy tym sposobem całe 7GB (na ten moment) do wykorzystania w formie takiego powiedzmy pendrive'a. Działało to fajnie, choć nie za szybko no i dostęp do plików z każdego miejsca świata. Przestało działać, przerzuciłem się na chomik.pl.

Ponieważ jednak spotkałem ostatnio jedną Panią, która pracuje jako SEO Manager w firmie przyszła mi na myśl ta notka. GDrive przestał działać, tak samo jak SEO zostanie niedługo - prędzej czy później - zablokowane. SEO to ogólnie rzecz biorąc techniki, które mają sprawić, że dana "strona" wyląduje wyżej w rankingach np. google niż inne. Działanie w mojej opinii kompletnie przeczące idei PageRank, który jest (był??) algorytmem, który tak zrewolucjonizował wyszukiwanie w internecie. Proste pytanie: Czy Google pozwoli, aby uzytkownicy mieli wpływ na jakość działania wyszukiwarki? Z pewnością nie. Zabawy w stylu "kretyn", które po wyszukaniu przenosiło nas na stronę Kaczyńskiego czy tam Leppera są śmieszne do czasu, więc i Google, które notabene jest _firmą_ prowadzącą _biznes_, w końcu wykona ruchy, które zablokują uzytkownikom wykonywanie jakichkolwiek ruchów związanych z wpływaniem na miejsce strony w rankingu.

Z tego samego powodu, sądzę, przestał działać GDrive - poprostu nie do tego służy poczta oferowana przez Google.

Tak więc Google, pamiętajcie, nigdy nie będzie Waszym dobrym kumplem. Raczej jest tak samo twardym graczem jak wszystkie "ZŁE" firmy (np. Microsoft). Tyle tylko, że na razie jest po naszej (użytkownika, developera itd) stronie, bo to się google _opłaca_, a i dla nas jest dobre, bo nie nadużywa władzy. Stąd chyba jego popularność.

Sportakus

Internet jest wspaniały. Znalazłem 6 anglojęzycznych książek o Zend, coś czego próżno szukać na polskich półkach. Jest sporo do czytania :)

A Sportakus, mam nadzieję nabierze rozpędu. Trochę działa, parę dupereli nie, chyba czas ogarnąć projekt i przyspieszyć pisanie. Najgorsza jest ta cała prokrastynacja - napiszę coś, w Sportakusie zadziała, więc odruchowo klikam się na Vortal Budo do Knajpy albo na wykop.pl. Nawet teraz, Zend Studio otwarte i czeka, aż przeleję myśli na kod php, ale nie, wolę pisać notkę na blogu ;)

Szło by to szybciej, ale bawię się w układ taki: wpierw dana funkcjonalność działa w wersji "czystego php", tzn. w wypadku gdyby user nie posiadał na pokładzie obsługi JavaScript (ot, choćby bot google ;). Następnie dorabiam funkcjonalność dla js, poprzez jQuery i dodatkowy kontroler w Zendzie. I logowanie/rejestracja/aktywacja już działają :) Zrezygnowałem przy okazji z nickname'ów, a także okroiłem funkcje "społecznościowe". Jestem wrogiem "Żyg 2.0", ludzie będą wchodzić na sportakus.pl szukając informacji, a nie, żeby podziwiać swoje fotki czy wysyłać sobie wiadomości. Dlatego profil użytkownika zostanie okrojony do minimum.

Z drugiej jednak strony chcę przećwiczyć na sportakusie pisanie funkcjonalności... Ale może lepiej zrobić mniej, a lepiej? :)

A w zanadrzu jeszcze parę kolejnych projektów, np. Sponsor.net.pl ;) Brzmi jak nazwa strony matrymonialno-pocieraczowej ;) Sami domyślcie się o co może chodzić :)

Jestem bezrobotny

No więc wypadałoby zacząć od tego, że zrezygnowałem z pracy na etacie instruktora w Body Perfect. Przyczyny były różne. Oczerniać jednak będę najwyżej siebie, bo współpracownicy czy szefostwo jacy są - tacy są. Myślę, że "winni" sami najlepiej wiedzą o swoich wadach i zaletach, a jeśli nie zdają sobie z tego sprawy - tym bardziej mi ich żal. Może przesadzam - BP to była super przygoda i dużo się dowiedziałem, poznałem super ludzi i bardzo dużo się nauczyłem. Współpracowników generalnie miałem dobrych, ze wszystkimi miałem dobry kontakt a każde nieporozumienia potrafiliśmy omówić. Trafiłem akurat na okres, gdy firma przechodziła wiele transformacji i nauczyłem się dzięki temu również sporo na temat organizacji i zarządzania - wiele rzeczy zrobiłbym inaczej. Okazuje się też, że wiele rzeczy przewidziałem zanim się wydarzyły. A na przyszłość - dobra szkoła błędów, których nie popełniać.

Ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, że zrezygnowałem, bo praca jako instruktor na siłowni nie idzie w parze ani z moim wykształceniem, ani kierunkiem, w którym chcę się rozwijać zawodowo. Siłownia to moje hobby, którego - o dziwo przez pracę - nie miałem czasu realizować. Poza tym uznałem, że nadszedł kres tego, jak bardzo chcę temat (sam dla siebie) pogłębić i odstaję zdecydowanie wiedzą od pozostałych instruktorów. Poczucie, że jest się na szarym końcu tylko utwierdzało mnie w tym, że czas zbierać manatki - ściemniając nie czuję się najlepiej. To trochę poniżej mojej ambicji. Więc myślę, że uczciwym było powiedzieć sobie oraz kolegom "dość", zanim zaczną się kłótnie, czy zbierać nade mną ciemne chmury. No i chyba lepiej, że to ja podziękowałem, niż mi podziękowano.

Także jestem natenczas bezrobotny. Ale nie oznacza to, że się nudzę - wprost przeciwnie. Nadrabianie zaległości zajmuje mi sporo czasu - zaległe projekty www, studia, capoeira się zaczyna rozkręcać. Wszystko to sprawia, że mimo braku pracy - wychodzę rano, wracam wieczorem. Odbija się to trochę na moich najbliższych Perełkach, ale liczę, że gdzieś w tym szaleństwie jest sposób.

Co dalej? Staż, praktyki, darmowa charówa - byleby w jakiejś firmie informatycznej. No i Capoeira - teraz moja jedyna deska ratunku. Jak w piosence - mała łódeczka na rozkołysanym oceanie.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Nie drażnij administratora swego…

… bo może się zbiesić :)

Tia… proponuję szefom, właścicielom firm zapoznać się z poniższymi artykułami:
- Administrator ponad prawem, czyli sieć miejska bez kontroli
- San Francisco odzyskało swoją sieć WAN. Bez pomocy informatyków
- Trwają poszukiwania tajemniczego terminala w sieci San Francisco

A następnie przemyśleć swoje zachowanie wobec administratorów systemów, sieci, programistów. :)

A na poważnie. Mamy tu opis przynajmniej 2 problemów w pracy z informatykami (przepraszam za informatyka, ale to ogólnie od programistów do administratorów):
1. wynagrodzenie
2. nadzór i kontrola.

1. Zatrudniony administrator sieci, który zarządzał kluczową siecią dla tak dużego miasta jakim jest San Francisco zarabiał tylko 150 tys $ rocznie, co daje 12,5 tys $ miesięcznie (nie ma żadnej informacji o dodatkowych profitach). Jesto to i dużo i mało. Z punktu widzenia średnich zarobków jest to dużo, z punktu widzenia ewentualnych strat – jest to mało.
Proszę wrócić uwagę na:

Aktualnie trwają pracę nad złamaniem haseł i przywróceniem kontroli nad miejską infrastrukturą IT. Konieczna może okazać się jednak wymiana zablokowanych ruterów i przełączników sieciowych. To zaś może kosztować nawet 250 tys. USD. Straty mogą być jednak wielokrotnie wyższe, jeśli okaże się, że Childs zagwarantował sobie dostęp np. do urzędowych serwerów.

oraz:

Sieć światłowodowa miasta San Francisco została stworzona cztery lata temu. Do tej pory projekt pochłonął ponad 3 mln USD.

Oczywiście nie mówię tu o tym, żeby administrator zarabiał milion $ rocznie, ale widocznie nie był aż tak zmotywowany do pracy i nie miał chęci zachowania jej, że pozwolił sobie na takie zabawy.
A teraz, drodzy szeowie, proszę przeliczyć sobie, ile zarabia Wasz administrator lub programista, który zarządza siecią lub główną aplikacją w firmie i na jakie straty może Was narazić odchodząc nagle z firmy lub powodując “mały sabotaż”?
Znam przypadek, kiedy administrator głównej aplikacji biznesowej w firmie, która dzięki niej obracała setkami tysięcy PLN w ciągu dnia, zarabiał miesięcznie 2k PLN (netto). Niby to dużo (szczególnie, w rejonach, gdzie w średnia płaca to 1,5k PLN) i w dodatku za “nic nierobienie” (bo co takiego ten informatyk robi). Problem zaczął się, gdzy informatyk znalazł sobie nową pracę i po prostu z dnia na dzień odszedł. Mógł tak zrobić, bo firma spóźniła sie 3 dni z wypłatą. Na nic zdała się oferowana podwyżka, bonusy. Administrator, który do tej pory pracował tylko w tej firmie, zobaczył, że gdzieś indziej może być lepie, tzn. “normalnie” i nie dał się skusić obietnicami.
Czy tylko kasa? Nie tylko – prócz pieniędzy bardzo dobrym wabikiem i lepem są kursy, szkolenia, dodatkowe bonusy, jak ubezpieczenie, elastyczne podejście do czasu pracy (tak – to też jest ważne). Temat rzeka.

2. Nadzór i kontrola. Często zdaża się, że informatyk jest jedenym “technicznym” a firmie i nikt nie ma najmniejszego pojęcia, co ten człowiek wyczynia. :) Całość działalności opiera się na zdrowiu (również psychicznym) jednego człowieka i zawartości jesgo mózgu. Do tej pory jakoś nie udało się ludzkości dokonać klonowania mózgu, a tym bardziej człowieka, więc wymagana jest kontrola i nadzór.
W ilu firmach w sejfach leżą zdeponowane hasła administracyjne? W ilu firmach prócz haseł administratora pozakładane są dodatkowe hasła administracyjne? W ilu firmach leża sobie w ciepłym miejscu schematy sieci, oprogramowania? W ilu firmach… Mogę tak długo. :)

W związku z zaistniałą sytuacją powróciła dyskusja na temat uprawnień osób zajmujących się nadzorem nad funkcjonowaniem najważniejszych elementów infrastruktury telekomunikacyjnej w różnych krajach. “Niedopuszczalne jest, aby jedna osoba mogła samodzielnie zablokować całą miejską sieć komputerową” – mówi Andrew Storms z firmy nCircle. Jego zdaniem w przypadku publicznych sieci telekomunikacyjnych, wykorzystywanych m.in. do przesyłania poufnych informacji rządowych i danych dotyczących obywateli, koniecznie jest stworzenie dokładnych mechanizmów kontroli i zabezpieczeń.

Mądry amerykanin po szkodzie – wiem, że także wielu szefów firm obudzi się dopiero po takich zdażeniach.
W większości firm zarządzanie kryzysowe leży i kwiczy. Nie mam tu na mysli rozbudowanych procedur, ale o opisaniu podstawowych zachowań w czasie awarii. Szanowni szefowie, czy wiecie co robić, kiedy Wasz informatyk pojedzie na urlop na drugi koniec kraju (a przecież ma do tego prawo)? Albo ile firm ma zawarte umowy serwisowe z dowcami serwerów i ilu szefów przeliczyło koszty przestoju firmy przez jedną dobę?

Mam nadzieję, że udało mi się zasygnalizować pewien problem. Ile firm, tyle sposobów pracy, ale należy pamiętać w jednym: Nie drażnij (szanuj) administratora/programistę swego…