środa, 15 lipca 2009

Mało czasu, dużo zmian ;)

Od pamiętnej imprezy z ekipą z pracy zdążyłem jeszcze przykręcić sobie imprezową śrubę (a nawet zerwać jej gwint i urwać łebek) z ekipą z bjj. Cała noc imprez i wracania na czworaka do domu.

Potem nadszedł upragniony urlop, pojechaliśmy z Sową do moich rodziców do Gdyni. Nocleg u kochanej babci, a drugiego dnia - tadam! Oświadczyny :) Sowa zgodziła się zostać moją żoną! :)

Po powrocie - jak każdy uczynny mąż i Polak-patriota - skorzystałem z dwóch ostatnich dni urlopu i wymalowałem i przemeblowałem własnoręcznie pokój nasz.

No i siedzę nad Zendem. Kolejne dwa dni nic nie robienia. Jutro na rano :/